Na scenie najpierw pojawił się Leonard Luther, człowiek, którego pasja muzyczna jest tak głęboka, że mógłby nią obdzielić jeszcze kilku innych bardów. Wspólnie z Pawłem Tomaszewskim stworzyli taki występ, gdzie każda nuta była niezwykle dopracowana i wyraźna. Leonard Luther emanował nie tylko muzykalnością, ale także autentycznym ciepłem, którego tak często brakuje w dzisiejszym świecie.