W Janowej Górze, niewielkiej osadzie w Masywie Śnieżnika, obok Stronia Śląskiego, stoi kościół św. Jana Nepomucena – a właściwie to, co jeszcze zostało po XVIII-wiecznej świątyni wzniesionej dla górniczej społeczności dawnego Joohannesbergu.
Kościół powstał pod koniec XVIII wieku w miejscu drewnianej kaplicy z 1752 roku. Budynek przebudowano w XIX wieku. Przez lata był naturalnym centrum tej górskiej miejscowości. To był typowy dla regionu kościół – prosty, funkcjonalny, wpisany w rytm codzienności niewielkiej społeczności.
Ten rytm skończył się po 1945 roku. Wyludnienie, zmiana granic, a wreszcie uruchomienie w okolicy kopalni uranu doprowadziły do degradacji całej miejscowości. Prace górnicze naruszyły strukturę gruntu, a opuszczony kościół i cmentarz zaczęły stopniowo znikać. Nie było jednego momentu upadku. Był proces – rozciągnięty na lata, cichy i konsekwentny.
Dziś trudno mówić o świątyni w klasycznym sensie. Nie ma wspólnoty, nie ma funkcji, nie ma życia, które nadawało temu miejscu znaczenie. Została struktura – i to, co z niej jeszcze nie zdążyło się rozpaść. A jednak jest tu coś, co nie wpisuje się w ten prosty schemat zanikania.
Na ścianie prezbiterium wciąż znajduje się postać Chrystusa. Bez krzyża, przytwierdzona do muru, który sam jest już na granicy rozpadu. To nie jest już element wyposażenia ani część uporządkowanej przestrzeni sakralnej. To pojedynczy znak, który pozostał w miejscu, z którego zniknęło wszystko, co kiedyś go definiowało.
I właśnie to nadaje temu miejscu jego wyjątkowy charakter. Bo w Janowej Górze nie ogląda się po prostu ruiny kościoła. Widać raczej moment, w którym materia i znaczenie zaczynają się rozchodzić. Ściany, dach, konstrukcja – to wszystko podlega prawom fizyki i czasu. Rozpada się, bo musi. Ale sens, który był w tę przestrzeń wpisany, nie znika w tym samym tempie.
Zostaje skupiony w jednym punkcie. Można próbować opisać to neutralnie, jako ciekawostkę czy „klimat miejsca”. Ale uczciwiej jest powiedzieć wprost: to nie jest tylko historia zniszczonego obiektu. To jest sytuacja, w której widać, kto tak naprawdę odszedł pierwszy. Nie Bóg opuścił to miejsce. To człowiek przestał tu być.
Dlatego ta figura nie jest detalem. Jest ostatnim elementem, który jeszcze stawia opór całkowitemu zanikowi sensu. Nie dlatego, że ktoś ją chroni. Właśnie przeciwnie – dlatego, że została. I zostanie tam do końca, razem z tym miejscem.
Ruina kościoła w Janowej Górze. Miejsce opuszczone przez ludzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze