Na czas koncertu stare mury kościoła Matki Bożej Różańcowej znów wypełniły się ludźmi, muzyką i słowem. W miejscu, które przez dziesięciolecia pozostawało milczące, ponownie pojawiło się to, co było jego istotą od wieków – wspólnota i skupienie.
Nieczynny od lat kościół w Szklarskiej Porębie Dolnej na chwilę odzyskał swoje przeznaczenie. W jego wnętrzu znów zgromadzili się ludzie – nie na nabożeństwie, ale na spotkaniu, które miało w sobie coś z dawnej powagi i uważności. Muzyka i słowo ponownie znalazły tu swoje miejsce, dokładnie tam, gdzie już około czterysta lat temu przychodzono modląc się o nadzieję
Koncert rozpoczął grupa Elore. Ich kameralne brzmienie dobrze wpisało się w przestrzeń świątyni, ale to głos Zuzanny Kajki przyciągał szczególną uwagę. Czysty, wyważony, bez zbędnych ozdobników – niósł się po wnętrzu, odbijając od ścian, które pamiętają zupełnie inne czasy. W tym miejscu nie trzeba było podkręcać emocji – one pojawiały się same.
Po Elore na scenie pojawili się Jacek Wójcikiewicz i Sylwester Umiński z zespołu Igacki Band. Ich występ miał inny ciężar – bardziej bezpośredni, chwilami mocniejszy, ale nadal wpisany w charakter tego miejsca. Było w tym spotkaniu coś naturalnego: żadnej przesady, żadnej sztucznej podniosłości. Raczej spokojna obecność i uważność na słowo oraz dźwięk.
Najważniejsze wydarzyło się jednak poza samą muzyką. Wnętrze dawnego kościoła znów przestało być pustą przestrzenią. Wypełniło się ludźmi – i to wystarczyło, żeby poczuć, że to miejsce na moment wróciło do życia. Bo takie miejsca nie milkną na zawsze. Trzeba tylko dać im powód, żeby znów przemówiły.
Na chwilę wróciło tu życie. Koncert w starym kościele w Szklarskiej Porębie Dolnej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze