Reklama

Relikt antycznego świata pod Śnieżką. Kolumny z Pompejów w Mysłakowicach.

05/05/2026 19:08

Są miejsca, które na pierwszy rzut oka nie wyróżniają się niczym szczególnym. Mysłakowice właśnie do nich należą. Niewielka miejscowość u podnóża Karkonoszy, kościół jak wiele innych na Dolnym Śląsku. A jednak stoją przy nim kolumny wydobyte z Pompejów – miasta pogrzebanego w 79 roku naszej ery przez erupcję Wezuwiusza. To autentyczne elementy antycznej architektury, które przetrwały pod warstwą wulkanicznego popiołu.

Przy wejściu do Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłakowicach stoją dwie marmurowe kolumny. Nie są „w stylu antycznym”. Nie są rekonstrukcją. To autentyczne elementy architektoniczne z Pompejów – miasta, które w 79 roku naszej ery zniknęło pod warstwą popiołów po erupcji Wezuwiusza.

Te kolumny przez blisko dwa tysiące lat spoczywały pod wulkanicznym popiołem. Zasypane, odcięte od świata, zakonserwowane w katastrofie, która zatrzymała życie całego miasta w jednym, dramatycznym momencie. To nie jest „zabytek z epoki”. To fragment świata, który został nagle pogrzebany – i przetrwał.

Reklama

Kiedy w XVIII wieku rozpoczęto systematyczne wykopaliska w Pompejach, Europa oszalała na punkcie antyku. Wydobywane elementy architektury – kolumny, rzeźby, detale – zaczęły trafiać do kolekcji władców i arystokracji. Były symbolem prestiżu, wiedzy i władzy. I wtedy właśnie zaczyna się droga tych konkretnych kolumn.

Kolumny wydobyte z Pompejów trafiły najpierw w ręce władcy Neapolu, a następnie zostały ofiarowane królowi Prus Fryderykowi Wilhelmowi III. O tym, gdzie kolumny ostatecznie staną, zdecydował już syn króla – Fryderyk Wilhelm IV. To z jego polecenia antyczne elementy zostały skierowane do Mysłakowic i wykorzystane przy budowie świątyni.

Reklama

Równolegle powstawał projekt kościoła autorstwa Karla Friedricha Schinkla – jednego z najwybitniejszych architektów epoki. Schinkel zaprojektował obiekt w duchu klasycyzmu, co tworzyło naturalną przestrzeń dla wykorzystania antycznych elementów. Podczas budowy doszło do tragedii. Runęła bowiem wieża pod której gruzami życie straciło 10 robotników.  Zapadła decyzja o rozbiórce i budowie od nowa. I właśnie wtedy kolumny znalazły swoje miejsce.

Zostały wkomponowane w portyk kościoła. Nie jako ozdoba, ale jako element konstrukcyjny i symboliczny zarazem. Od tego momentu rozpoczęły drugie życie – w zupełnie innym świecie, klimacie i kontekście. Pierwotnie były trzy. Dwie stoją do dziś przy wejściu do świątyni. Trzecia została wykorzystana w założeniu parkowym przy dawnym pałacu królewskim. Same kolumny reprezentują porządek kompozytowy – najbardziej dekoracyjny z klasycznych porządków rzymskich, łączący elementy jońskie i korynckie. To oznacza, że pierwotnie były częścią architektury o wysokim statusie.

Reklama

To nie jest historia „o kolumnach”. To jest historia o przemieszczaniu się świata. O tym, że fragment starożytnych Pompejów, zasypanych popiołem Wezuwiusza, trafia po dwóch tysiącach lat do niewielkiej miejscowości u stóp Karkonoszy i staje się częścią codziennego krajobrazu.

Można podejść, dotknąć i mieć świadomość, że ten kamień widział imperium rzymskie, katastrofę i epokę monarchii europejskich. A dziś stoi w Mysłakowicach – i dla wielu wciąż jest tylko detalem przy wejściu.

Relikt antycznego świata pod Śnieżką. Kolumny z Pompejów w Mysłakowicach.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości