Wieloletni gospodarz Stacji Turystycznej Orle opublikował obszerne oświadczenie oraz serię dokumentów, które mają pokazywać kulisy jego relacji z Nadleśnictwem Szklarska Poręba. Materiały rzucają nowe światło na konflikt wokół kultowego obiektu w Górach Izerskich. Wynika z nich, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż prosty spór o „zaniedbane schronisko” i zmianę dzierżawcy.
Stanisław Kornafel po raz pierwszy tak szeroko i szczegółowo przedstawił własną wersję wydarzeń związanych z Orlem. Opublikowane dokumenty obejmują zarówno stare porozumienia z Nadleśnictwem, jak i późniejsze pisma dotyczące gospodarki wodno-ściekowej, modernizacji infrastruktury czy prób przedłużenia dzierżawy. Dołączono również archiwalne fotografie pokazujące stan dawnej leśniczówki na początku lat 90.
To właśnie te zdjęcia robią największe wrażenie. Zrujnowane wnętrza, przeciekające stropy, prowizoryczne zabezpieczenia i budynek przypominający bardziej opuszczony obiekt gospodarczy niż przyszłą ikonę turystyczną Gór Izerskich. Kornafel przypomina, że gdy przejmował Orle ponad trzy dekady temu, mało kto widział w tym miejscu jakikolwiek potencjał.
Drugi ważny element to pokazanie ciągłej niestabilności umów. Stanisław Kornafel próbuje stworzyć wrażenie, że przez lata działał w permanentnej prowizorce i nie miał realnych możliwości prowadzenia dużych inwestycji, bo nie miał gwarancji długoletniej dzierżawy. To jest argument logiczny i dla części opinii publicznej przekonujący: trudno wkładać miliony w obiekt, gdy podpisuje się umowę na rok albo kilka miesięcy.
W opublikowanych materiałach znajduje się m.in. porozumienie z 2002 roku, w którym Nadleśnictwo formalnie potwierdza istnienie nakładów poniesionych przez dzierżawcę. Są też pisma kierowane do Karkonoskiego Systemu Wodociągów i Kanalizacji oraz Nadleśnictwa, dotyczące konieczności uporządkowania infrastruktury wodnej i ściekowej. Wynika z nich, że problemy podnoszone dziś przez Lasy Państwowe były zgłaszane już kilka lat temu.
To istotny element całego sporu. Przez ostatnie miesiące w przestrzeni publicznej dominowała narracja o zaniedbanym obiekcie, braku inwestycji i konieczności „ratowania” Orla przez nowego dzierżawcę. Tymczasem dokumenty pokazują bardziej skomplikowany obraz. Nie wynika z nich oczywiście, że Nadleśnictwo nie miało prawa zmienić gospodarza obiektu — jako właściciel nieruchomości miało do tego pełne podstawy. Pokazują jednak coś innego: że przez lata obie strony funkcjonowały w specyficznym układzie prowizorycznego współistnienia.
Kornafel inwestował w obiekt, organizował wydarzenia, rozwijał markę Orla i próbował modernizować infrastrukturę, ale jednocześnie wielokrotnie działał w warunkach krótkich umów, niepewności i braku jasnych decyzji właściciela nieruchomości. Z kolei Nadleśnictwo tolerowało ten model przez lata, dopóki Orle pozostawało miejscem niszowym, odwiedzanym głównie przez pasjonatów Gór Izerskich.
Sytuacja zmieniła się wraz z turystycznym boomem w Jakuszycach i całych Górach Izerskich. Orle przestało być klimatyczną stacją na uboczu, a zaczęło być postrzegane jako bardzo atrakcyjny majątek o dużym potencjale biznesowym. Wtedy pojawiły się oczekiwania dużych inwestycji, uporządkowania infrastruktury i pełniejszej kontroli właścicielskiej nad obiektem.
I właśnie w tym momencie wieloletni „izerski kompromis” zaczął się rozpadać.
Opublikowane przez Stanisława Kornafela dokumenty nie kończą sporu, ale niewątpliwie komplikują prosty podział na „dobrego właściciela” i „złego dzierżawcę”. Pokazują, że przez lata obie strony były od siebie wzajemnie zależne, a wiele problemów narastało stopniowo i przy milczącej akceptacji wszystkich uczestników tego układu.
Problem polega na tym, że nawet jeśli część tych argumentów jest słuszna, to nie zmieniają one jednej fundamentalnej rzeczy: umowa wygasła. I to jest punkt, którego Stanisław Kornafel w tym oświadczeniu właściwie nie jest w stanie obejść. Może opowiadać o dorobku, historii, wydarzeniach, współpracy z Czechami, astronomach, muzeum, rajdach retro i klimacie Orla – ale finalnie nadal pozostaje osobą zajmującą nieruchomość należącą do Skarbu Państwa bez obowiązującej umowy.
Tymczasem konflikt nadal trwa. Eksmisja byłego dzierżawcy została wstrzymana decyzją sądu, nowy operator obiektu wciąż czeka na możliwość przejęcia schroniska, a Orle — mimo sądowej wojny — nadal funkcjonuje i przyjmuje turystów. Coraz bardziej widać jednak, że sprawa dawno przestała być wyłącznie konfliktem o jedną umowę dzierżawy. Dziś jest już sporem o historię miejsca, pieniądze, wpływy i prawo do symbolicznego „posiadania” jednego z najbardziej rozpoznawalnych punktów w Górach Izerskich.
Stacja Turystyczna Orle i 35 lat historii. Stanisław Kornafel publikuje dokumenty niewygodne dla Nadleśnictwa
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze