Gdy kilka dni temu do Karpacza po raz pierwszy od dekad ponownie wjechał pociąg, dla wielu była to już historyczna chwila. Spełniło się marzenie o powrocie kolei pod Śnieżkę. Tymczasem dolnośląscy samorządowcy – na świeżej fali euforii – nie zamierzają się zatrzymywać. Tunel kolejowy z Karpacza do czeskiego Pecu? Tak, to naprawdę padło. I to nie w kuluarach, ale oficjalnie, publicznie.
To pomysł, który pachnie odległą przyszłością, ale... czy na pewno? Choć dla przeciętnego mieszkańca brzmi to jak żywcem wyjęte ze scenariusza filmu sci-fi, Marszałek Paweł Gancarz zdaje się mieć już swoją wizję:
„Dojechaliśmy do Karpacza, ale tory nie mogą się kończyć, trzeba tę górę pokonać. Parę miliardów złotych i jesteśmy z drugiej strony. Środki finansowe myślę, że się znajdą” – zadeklarował Marszałek Województwa Dolnośląskiego.
W podobnym tonie wypowiedział się jego zastępca odpowiedzialny za infrastrukturę:
„Nie ma rzeczy niemożliwych, mówi się, że chcący mogą góry przenosić. My nie chcemy przenieść. Chcemy się przez górę przewiercić. Musimy znaleźć sposób i będziemy go szukać” – zapewnił Wicemarszałek. Michał Rado
Z punktu widzenia technologii pomysły jak najbardziej realne. Świat zna już tunele w znacznie trudniejszych warunkach górskich. Koszt? To już zupełnie inna historia. Kilka miliardów złotych to nie są drobne, a finansowanie takiej inwestycji wymagałoby zapewne współpracy nie tylko polsko-czeskiej, ale i wsparcia ze środków unijnych oraz rządowych.
Taka inwestycja – jeśli kiedykolwiek doszłaby do skutku – mogłaby zmienić obraz turystyki w Karkonoszach. Połączenie kolejowe z Pecem pod Śnieżką dałoby nowy impuls zarówno polskiej, jak i czeskiej stronie. To byłby skok w przyszłość, wyjście poza myślenie kategoriami granic, dróg i barier. Dolnośląskie mogłoby stać się pionierem transgranicznych, alpejskich rozwiązań w Polsce. W dodatku Czesi – jak przypomina burmistrz Karpacza Radosław Jęcek – od lat są tą ideą szczerze zainteresowani.
Trudno się dziwić. Szybkie połączenie Karpacza z Pecem oznaczałoby rewolucję logistyczną i w sezonie zimowym, i letnim. Przesiadka z pociągu na wyciąg niemal u stóp Śnieżki? Brzmi jak turystyczny jackpot.
No właśnie. Entuzjazm jest piękny, ale czy takie deklaracje należy w ogóle traktować poważnie? Pomysł budowy tunelu pod Śnieżką to projekt z kategorii megainwestycji – nie tylko kosztowny (mowa o kilku miliardach złotych), ale też trudny technologicznie, czasochłonny i wymagający międzynarodowej koordynacji.
Nie oszukujmy się – dziś bardziej wygląda to na polityczne marzenie, deklarację rzucaną na fali sukcesu, niż na twardy plan z harmonogramem i finansowaniem. Można odnieść wrażenie, że niektóre z tych słów padły, bo... po prostu dobrze brzmią. Ale czy za pięknymi hasłami pójdą konkretne działania?
Czesi są otwarci. Marszałkowie są pełni zapału. Burmistrz Karpacza kibicuje. Tylko czy w Polsce, gdzie ciągle brakuje pieniędzy na podstawowe remonty linii kolejowych i dróg lokalnych, znajdą się miliardy na przewiercenie się przez karkonoski masyw? Trudno powiedzieć.
Ale jedno jest pewne – gdyby się udało, moglibyśmy śmiało mówić o nowej epoce w komunikacji i turystyce w regionie. I kto wie, może właśnie takie wizje, nawet jeśli dziś wyglądają na mrzonki, są potrzebne, żebyśmy w ogóle zaczęli myśleć odważniej o przyszłości?
Tunel z Karpacza do Pecu pod Śnieżką. Pociąg marzeń czy pociąg przyszłości?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pomysł tunelu nie jest nowy. Co ważniejsze pojawił się jako poważna koncepcja a zabezpieczeniem większości kosztów realizacji przez Unię Europejską. Inwestycja miała być transgraniczna i udział drugiego państwa - Polski - miał umożliwiać uruchomienie tego finansowania. Projekt pilotowany przez czeskie ministerstwa oraz władze samorządowe otrzymał nazwę Upa Express 2020. Powstała w jego ramach magistrala kolejowa też została nazwana roboczo Upa Express 2020. Prace koncepcyjne już trwały w roku 2009, a opracowanie projektów rozpoczęło się w 2010 roku. Po obu stronach granicy miało ruszyć przygotowywanie wspólnego studium wykonalności tego przedsięwzięcia. Projekt Upa Express 2020 obejmował koncepcję trasy która zaczynałaby się w miejscowości Svoboda nad Upu, skąd, przez siedem tuneli i dziewięć mostów, biegłaby do odległego o 15 km Pecu. Tam magistrala rozdzielałaby się w dwóch kierunkach - 10-kilometrowym tunelem do Szpindlerovego Młyna oraz tunelem pod Śnieżką do Karpacza. Prognozowano że dziennie kolej mogłaby przewozić od 1,5 do 2 tysięcy ludzi. Oznacza to mniej więcej o niemal tysiąc samochodów mniej w Karkonoszach. Dlatego z planu budowy trasy kolejowej zadowoleni byli ekolodzy.
Pomysł tunelu, jest bardzo dobry ponieważ nie komplikuje ruchy drogowego i nie ma wpływu pogoda zimą, tylko te koszty.
Pomysł tunelu nie jest nowy. Co ważniejsze pojawił się jako poważna koncepcja a zabezpieczeniem większości kosztów realizacji przez Unię Europejską. Inwestycja miała być transgraniczna i udział drugiego państwa - Polski - miał umożliwiać uruchomienie tego finansowania. Projekt pilotowany przez czeskie ministerstwa oraz władze samorządowe otrzymał nazwę Upa Express 2020. Powstała w jego ramach magistrala kolejowa też została nazwana roboczo Upa Express 2020. Prace koncepcyjne już trwały w roku 2009, a opracowanie projektów rozpoczęło się w 2010 roku. Po obu stronach granicy miało ruszyć przygotowywanie wspólnego studium wykonalności tego przedsięwzięcia. Projekt Upa Express 2020 obejmował koncepcję trasy która zaczynałaby się w miejscowości Svoboda nad Upu, skąd, przez siedem tuneli i dziewięć mostów, biegłaby do odległego o 15 km Pecu. Tam magistrala rozdzielałaby się w dwóch kierunkach - 10-kilometrowym tunelem do Szpindlerovego Młyna oraz tunelem pod Śnieżką do Karpacza. Prognozowano że dziennie kolej mogłaby przewozić od 1,5 do 2 tysięcy ludzi. Oznacza to mniej więcej o niemal tysiąc samochodów mniej w Karkonoszach. Dlatego z planu budowy trasy kolejowej zadowoleni byli ekolodzy.
Pomysł tunelu, jest bardzo dobry ponieważ nie komplikuje ruchy drogowego i nie ma wpływu pogoda zimą, tylko te koszty.