W Libercu można czekać na autobus w miejscu, które bardziej przypomina scenę z groteskowej opowieści o historii niż zwykły przystanek komunikacji miejskiej. Przy ulicy Sokolská, niedaleko teatru F. X. Šaldy, stoi jedna z najbardziej osobliwych realizacji sztuki publicznej w Czechach – przystanek „Uczta olbrzymów”, zaprojektowany przez Davida Černego. Trudno go przeoczyć. Nad chodnikiem wyrasta ogromny stół, a pod nim – jak w świecie odwróconych proporcji – stoją małe krzesła, na których siadają ludzie czekający na autobus.
Pierwsze wrażenie jest niemal bajkowe. Stół wygląda tak, jakby przed chwilą siedziały przy nim jakieś mityczne istoty i nagle wstały od uczty, zostawiając wszystko w pośpiechu. Na blacie stoją kufle, dzban, butelka, wazon z roślinami, talerz z potrawą. Całość wykonana jest z patynowanego brązu, dzięki czemu instalacja przypomina relikt z innej epoki – coś między pomnikiem a scenografią. Dopiero po chwili widz zaczyna dostrzegać, że to nie jest niewinny żart przestrzenny.
David Černý nigdy nie był artystą, który dekoruje miasta. On je prowokuje. W swoich realizacjach lubi wbijać szpilę w historię, politykę i zbiorową pamięć. W Libercu zrobił dokładnie to samo. „Uczta olbrzymów” to w gruncie rzeczy ironiczny komentarz do historii Sudetów – regionu, który przez dziesięciolecia był miejscem napięć między kulturą czeską, niemiecką i żydowską.
Na stole znajdują się przedmioty, które nie są przypadkowe. Kufle piwa nawiązują do czeskiej i niemieckiej tradycji piwowarskiej, a wazon z roślinami mięsożernymi jest subtelnym ukłonem w stronę słynnego ogrodu botanicznego w Libercu. Najbardziej prowokującym elementem instalacji jest jednak coś zupełnie innego – odcięta głowa Konrada Henleina, przywódcy Niemców sudeckich i współpracownika Hitlera. Leży na talerzu jak makabryczne danie historii.
To właśnie w tym momencie żart zamienia się w komentarz. Černý pokazuje historię jako ucztę gigantów – wielkich ideologii, polityków i narodowych ambicji. Zwykli ludzie znajdują się pod stołem. Czekają, żyją, pracują, jadą autobusem. Nad ich głowami toczy się historia, której nie kontrolują.
W tym sensie przystanek w Libercu jest czymś więcej niż rzeźbą. To instalacja, która działa jak opowieść. Kiedy człowiek stoi pod stołem, automatycznie zmienia się perspektywa. Nagle widać skalę wydarzeń i własną małość wobec historii. Dokładnie o to chodziło artyście.
David Černý od lat słynie z podobnych gestów. To on jest autorem słynnych rzeźb niemowląt wspinających się po wieży telewizyjnej na praskim Žižkovie, kontrowersyjnej instalacji „Entropa” w Brukseli czy mechanicznej głowy Franza Kafki w Pradze. W każdym przypadku chodzi o to samo: sztuka ma nie tyle zdobić przestrzeń, ile zmuszać do myślenia.
Liberec dostał więc przystanek, który jest jednocześnie pomnikiem historii i ironicznym komentarzem do niej. Autobusy zatrzymują się tu jak wszędzie. Ludzie przychodzą, siadają, sprawdzają rozkład jazdy. Nad nimi stoi ogromny stół – a na nim pozostawione ślady uczty, którą dawno temu zorganizowały olbrzymy historii.
I może właśnie dlatego ta rzeźba działa tak dobrze. Bo zamiast poważnego pomnika mamy coś znacznie bardziej szczerego. Odrobinę groteski, trochę czeskiego humoru i bardzo trzeźwe przypomnienie, że historia rzadko bywa eleganckim bankietem. Częściej przypomina bałagan po uczcie, z którego zwykli ludzie muszą potem posprzątać.
Jak tu trafić?
ulica Sokolská 1326/8
Rzeźba stoi przy przystanku autobusowym Sokolská u zdi, tuż przy murze oporowym poniżej ulicy Sokolská, bardzo blisko Teatru F. X. Šaldy i centrum miasta. W praktyce wygląda to tak: idąc od rynku (náměstí Dr. E. Beneše) w stronę teatru, schodzi się w dół ulicą Sokolská i po prawej stronie nad chodnikiem zobaczysz ogromny stół – trudno go pomylić z czymkolwiek innym.
Najdziwniejszy przystanek w Czechach. Uczta olbrzymów w Libercu
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze