Między Jeseným a Bozkovem (znanym z jaskiń dolomitowych), na łagodnym stoku pól, stoi niepozorna, a jednocześnie zaskakująco bogata w treść figura św. Józefa. Wtopiona w krajobraz, ujęta między dwoma starymi drzewami, wygląda jak element, który „zawsze tu był”. I w pewnym sensie tak właśnie jest – choć jej historia prowadzi nas do konkretnego czasu, ludzi i warsztatu.
To nie jest przypadkowa kapliczka. Na pierwszy rzut oka widzimy św. Józefa z Dzieciątkiem, klasyczne przedstawienie opiekuna rodziny i patrona pracy. Ale już niżej zaczyna się coś więcej – cały program ikonograficzny. Na cokole znajdują się reliefy: Ukrzyżowanie, Pietà, scena maryjna, postać świętego. To nie dekoracja „na oko”, tylko przemyślana narracja religijna, zakodowana w formie dostępnej dla każdego, kto tędy przechodził – chłopa, wędrowca, dziecka.
Na tabliczce widnieje czeskie wezwanie: „Svatý Josefe, oroduj za nás” – „Święty Józefie, módl się za nami”. To formuła prosta, ale mówiąca wszystko: ta figura nie była pomnikiem, tylko narzędziem modlitwy.
Jej forma i stylistyka wskazują na XIX wiek i bardzo konkretny kontekst regionalny. W okolicach Bozkova i Jesenego działały warsztaty rzeźbiarskie, które produkowały takie obiekty – nie masowo w dzisiejszym rozumieniu, ale seryjnie w ramach jednego kręgu artystycznego. Jednym z takich twórców był Jan Sucharda z Nowej Paki. To nazwisko nie pojawia się przypadkiem – w lokalnych źródłach wiązane jest z fundacjami sakralnymi w tym rejonie, w tym figurami św. Józefa.
To ważne, bo pokazuje rzecz często pomijaną: te kapliczki nie były anonimowe. Za każdą stał konkretny fundator – gospodarz, rodzina, czasem cała społeczność – i konkretny wykonawca. Były wyrazem wiary, ale też statusu, wdzięczności, a nierzadko reakcji na wydarzenia graniczne: chorobę, śmierć, ocalenie.
Dlaczego więc dziś tak trudno je „znaleźć” w oficjalnych bazach?
Bo większość z nich nigdy nie była traktowana jako zabytki w sensie instytucjonalnym. Nie stoją przy kościołach, nie mają tablic informacyjnych, nie trafiły do katalogów. Funkcjonują na granicy widzialności – znane lokalnie, ignorowane systemowo. A jednocześnie to one tworzą prawdziwą tkankę kulturową krajobrazu.
Fenomen takich obiektów polega właśnie na tej podwójności. Z jednej strony są „zwyczajne” – przydrożne, oswojone, niemal niewidoczne dla oka przyzwyczajonego do szybkiego ruchu. Z drugiej – są nośnikami pamięci, której nie zapisano w dokumentach, tylko w przestrzeni.
Figura św. Józefa między Jeseným a Bozkovem jest tego dobrym przykładem. Nie znajdziemy jej w przewodnikach. Nie ma rozbudowanej karty w rejestrze zabytków. A jednak mówi więcej o historii tego miejsca niż niejeden oficjalny pomnik.
Bo to nie jest historia „wielkich wydarzeń”. To historia codzienności – pracy, wiary i potrzeby zostawienia po sobie śladu, który przetrwa dłużej niż jedno pokolenie.
Figura św. Józefa
I, jak widać, przetrwał.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze