Reklama

Tragedia na Śnieżce z 1975 roku. Mija 51 lat od śmierci Messnera i Spusty

16/01/2026 15:54

Dokładnie 51 lat temu, w mroźny dzień 16 stycznia 1975 roku, na Śnieżce doszło do tragedii, która na zawsze zapisała się w historii karkonoskiego ratownictwa. Zginęli Jan Messner i Štefan Spusta – pierwsi ratownicy Horskiej služby w Karkonoszach, którzy stracili życie podczas akcji. Ich śmierć była następstwem próby dotarcia do turysty, dr. Landy, Niemca, który wcześniej spadł na stromą, polską stronę góry. Dziś, w rocznicę wydarzeń sprzed ponad pół wieku, wraca pamięć o ludziach, których Śnieżka zabrała w jeden dzień.

16 stycznia 1975 roku nie był dniem „apokalipsy pogodowej”, jak lubią to dziś nazywać nagłówki. Było jasno, słonecznie i ostro mroźno. I właśnie to czyniło warunki wyjątkowo zdradliwymi. W takich temperaturach śnieg twardnieje, a wydeptane odcinki szlaku potrafią zamienić się w taflę lodu – niebezpieczną nawet dla doświadczonych ludzi, a co dopiero dla turystów schodzących w zwykłym tempie, bez pełnego zimowego przygotowania.

Według relacji przytaczanych w czeskich mediach, na szczyt Śnieżki kolejką linową wjechało niemieckie małżeństwo. Na dół postanowili zejść pieszo. W rejonie starej drewnianej stacji meteorologicznej mężczyzna, wymieniany przez niektóre źródła jako dr Landa, – poślizgnął się, wpadł pod łańcuchy zabezpieczające i zaczął zsuwać się po zlodowaciałym zboczu w stronę stromego, polskiego stoku. Przez chwilę miał się jeszcze utrzymać, zaczepiając o kamień, jednak po krótkim czasie spadł dalej. Upadek okazał się śmiertelny.

Reklama

Sytuację widzieli polscy pogranicznicy. To oni mieli ostrzec i próbować koordynować pomoc, przekazując informację dalej. Wkrótce na trasie pojawili się Jan Messner i Štefan Spusta – ratownicy Horskiej služby, którzy tego dnia mieli zabezpieczać oblodzone przejścia, przygotowując asekurację linową w rejonie łańcuchów. Nie była to jednak zaplanowana akcja ratunkowa, dlatego nie mieli przy sobie pełnego sprzętu do działań w tak trudnym terenie. Mimo tego zdecydowali się działać natychmiast.

To jeden z tych momentów, w których łatwo jest dziś mówić: „powinni byli poczekać”, „należało sprowadzić wyposażenie”, „trzeba było działać inaczej”. Tyle że góry rzadko dają komfort podejmowania decyzji w warunkach laboratoryjnych. W styczniu, na lodzie, w terenie, gdzie liczą się minuty, ratownik działa często w logice prostego odruchu: ktoś spadł, trzeba schodzić.

Reklama

W relacjach świadków pojawia się techniczny szczegół, który pokazuje realia tamtych czasów. Jan Messner miał na butach proste raki z czterema kolcami, mocowane paskiem. Kiedy rozpoczął zejście, poślizgnął się na lodzie. Štefan Spusta, idący przed nim, próbował go zatrzymać, ale Messner ściągnął go ze sobą. Spusta miał próbować hamować upadek czekanem, a nawet sięgnąć do plecaka po kijek narciarski, jednak nie zdołał tego zrobić. Obaj ratownicy runęli w dół stromego zbocza.

Jan Messner zginął na miejscu. Štefan Spusta upadek przeżył, lecz zmarł później wskutek odniesionych obrażeń. Dr Landa, do którego próbowali dotrzeć, także nie przeżył.

Reklama

Ta tragedia była dla Horskiej služby punktem granicznym. W Karkonoszach ratownictwo górskie miało już wówczas długą tradycję – zorganizowane struktury działały od lat 30. XX wieku, a sama Horská služba jako organizacja funkcjonowała od 1935 roku. Mimo to dopiero po czterech dekadach działalności góry zabrały życie ratowników podczas służby. I właśnie dlatego 16 stycznia 1975 roku do dziś jest wspominany jako data przełomowa.

W kolejnych latach pamięć o Messnerze i Spuście stała się częścią ratowniczej tradycji. Rok po tragedii, w 1976 roku, odbyło się pierwsze pamiątkowe wejście na Śnieżkę. Z czasem rocznicowe spotkania zaczęły pełnić szerszą rolę – stały się okazją do wspominania wszystkich ratowników, którzy odeszli, po czeskiej i polskiej stronie Karkonoszy.

Reklama

Z miejscem tragedii związany jest także znak pamięci w terenie. Tablicę pamiątkową umieścił Valerián Spusta – brat jednego z ratowników, również wieloletni członek Horskiej služby. I tu pojawia się wątek, który mówi wiele nie tylko o górach, ale i o epoce. W czeskich relacjach wspomina się, że przy pierwszej wersji tablicy nie pozwolono umieścić krzyża – bo komuś przeszkadzał symbol religijny. Krzyż pojawił się dopiero w 1988 roku, kiedy tablicę wymieniano. Taki detal brzmi dziś jak ponury absurd, ale dobrze oddaje realia czasu, w którym nawet pamięć o zmarłych próbowano filtrować przez ideologię.

Rocznica 16 stycznia jest więc czymś więcej niż datą w kalendarzu. To przypomnienie o trzech ludzkich życiach, przerwanych w jednym miejscu i w jednej sekwencji zdarzeń: o dr. Landzie – niemieckim turyście, którego upadek uruchomił dramatyczny ciąg decyzji – oraz o dwóch ratownikach, którzy zginęli, bo zrobili to, co w ich zawodzie jest najbardziej oczywiste: ruszyli pomagać.

Reklama

Śnieżka zimą potrafi wyglądać niewinnie. Ale nawet w słońcu i „ładnej pogodzie” pozostaje górą, która nie wybacza błędów. 16 stycznia 1975 roku przypomniała o tym najdotkliwiej. Cześć ich pamięci.

Tragedia na Śnieżce z 1975 roku. Mija 51 lat od śmierci Messnera i Spusty

Aplikacja karkonoszego.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama