Reklama

Muzeum, którego nie da się zwiedzić w pół godziny. Skarby dawnego klasztoru franciszkanów w Żytawie.

Za niepozornym wejściem przy Klosterstraße kryje się jeden z najcenniejszych zespołów muzealnych Górnych Łużyc. Dawny klasztor franciszkanów w Żytawie mieści dziś rozległe Muzeum Historyczno-Kulturalne. Są tu gotyckie wnętrza, renesansowy Heffterbau, barokowa biblioteka, kościół wypełniony epitafiami, dawne dormitorium zakonników, miejska zbrojownia, mieszczańskie salony, chłopskie izby, podziemia oraz zrekonstruowana komnata tortur. To nie muzeum z jedną gwiazdą i kilkoma gablotami wokół niej, lecz wielowarstwowa opowieść o mieście, które przez stulecia należało do najbogatszych ośrodków Górnych Łużyc

Muzeum Historyczno-Kulturalne w dawnym klasztorze franciszkanów łatwo początkowo niedocenić. Z zewnątrz kompleks nie przytłacza monumentalnością. Dopiero po przekroczeniu jego murów okazuje się, że trasa prowadzi przez kolejne epoki, kondygnacje i budynki, a właściwie również przez kilka różnych światów.

Średniowieczny klasztor przechodzi tu w renesansową rezydencjonalność Heffterbau, surowe cele zakonników sąsiadują z reprezentacyjnymi wnętrzami miejskich elit, a pełen światła kościół klasztorny kontrastuje z chłodnymi piwnicami, w których opowiedziano historię dawnego sądownictwa. Sam kompleks jest przy tym jednym z najważniejszych eksponatów. Ściany, sklepienia, krużganki i kamienne portale nie stanowią jedynie tła dla muzealnych zbiorów. Są ich częścią.

Reklama

 

Od klasztoru do miejskiego muzeum

Franciszkanie pojawili się w Żytawie w XIII wieku. Według miejskiej kroniki klasztor ufundowała im w 1268 roku rodzina von Leipa. Rozrastający się kompleks przez około dwa i pół stulecia pozostawał domem wspólnoty zakonnej. Do najstarszych zachowanych części należy niepozorna kaplica św. Mikołaja, datowana na połowę XIII wieku.

Los klasztoru zmieniła reformacja. Żytawa jako pierwsze miasto Górnych Łużyc opowiedziała się w 1521 roku po stronie nowego wyznania, a rok później klasztor został sekularyzowany. Ostatni franciszkanin zmarł w 1554 roku. Dawne pomieszczenia zakonne zaczęły otrzymywać nowe funkcje, lecz nie zostały zburzone. Dzięki temu do dziś zachowały się kościół klasztorny św. Piotra i Pawła, części krużganków, kapitularz, dormitorium, piwnice i kolejne skrzydła rozbudowywanego kompleksu.

Reklama

Muzealna tradycja Żytawy jest jednak znacznie starsza niż współczesna forma placówki. Jej początkiem była historyczna biblioteka rady miejskiej. Obok ksiąg zaczęto gromadzić rękopisy, dzieła sztuki, instrumenty naukowe, osobliwości przyrodnicze i przedmioty uznawane za godne zachowania. W ten sposób powstała jedna z najwcześniejszych publicznych kolekcji tego typu w Europie Środkowej. Formalnie muzeum miejskie założono w 1854 roku, a kilka lat później część zbiorów udostępniono w Heffterbau.

W latach 1928–1934 na potrzeby muzeum przebudowano wschodnie skrzydło dawnego klasztoru. Dzisiejsza placówka jest więc wynikiem wielowiekowego procesu, a nie jednorazowej adaptacji zabytku.

Reklama

Heffterbau – renesansowa ozdoba kompleksu

Jedną z najbardziej charakterystycznych części muzeum jest Heffterbau, wzniesiony w latach 1661–1662 na fundamentach dawnego refektarza, czyli jadalni zakonników. Budowę zlecił burmistrz Heinrich von Heffter, a wykonał ją Martin Pötzsch.

Bryłę zamyka bogato zdobiony, trzykondygnacyjny szczyt wolutowy, podzielony gzymsami i pilastrami oraz zwieńczony obeliskami. Jest to jeden z najcenniejszych renesansowych budynków Żytawy i zarazem jeden z najbardziej rozpoznawalnych fragmentów dawnego klasztoru.

Reklama

Historia Heffterbau dobrze pokazuje wielokulturową przeszłość miasta. W 1690 roku jego parter przekazano protestanckim uchodźcom z Czech. Rok później urządzili oni tutaj własne miejsce modlitwy, w którym nabożeństwa w języku czeskim odprawiano aż do 1832 roku. Podczas późniejszej przebudowy odkryto także fragmenty gotyckich malowideł ściennych.

Najbardziej reprezentacyjnym wnętrzem budynku jest barokowa sala dawnej biblioteki rady miejskiej, urządzona w 1709 roku. Jej sufit zdobi malowidło Nikolausa Perschera przedstawiające Pandorę przed bogami olimpijskimi. To pomieszczenie samo w sobie mogłoby być ozdobą niejednego muzeum. Tutaj jest zaledwie jednym z wielu przystanków.

Reklama

Heffterbau służył celom muzealnym od 1860 roku. W 1977 roku musiał zostać zamknięty z powodu fatalnego stanu technicznego. Ratowanie zabytku trwało wiele lat. W latach 90. Deutsche Stiftung Denkmalschutz przeznaczyła na dziesięcioletnią akcję zabezpieczenia obiektu ponad 1,5 miliona euro. Odbudowano między innymi renesansowy szczyt i odnowiono elewacje. Prace konserwatorskie w kompleksie nie są jednak zamkniętą historią – w 2025 roku ponownie podjęto renowację uszkodzonych elementów szczytu.

Kościół, który stał się galerią pamięci

Największe wrażenie robi dawny kościół klasztorny św. Piotra i Pawła. Po przeprowadzonej renowacji od 2017 roku jest wykorzystywany jako przestrzeń muzealna i miejsce prezentacji słynnego Żytawskiego Skarbu Epitafiów. Nie jest jednak świątynią całkowicie wyłączoną z kultu. Nadal odbywają się tutaj szczególne nabożeństwa.

Reklama

Wysokie, jasne wnętrze wypełniają nagrobne obrazy, rzeźbione tablice, inskrypcje, herby i przedstawienia dawnych mieszkańców miasta. Ekspozycja nosi wymowny tytuł „Hoffen. Protzen. Trauern”, co można przetłumaczyć jako „Mieć nadzieję. Olśniewać. Opłakiwać”.

Te trzy słowa dobrze oddają sens dawnych epitafiów. Miały przypominać o śmierci i wyrażać nadzieję na zbawienie, ale równocześnie demonstrowały pozycję społeczną fundatorów. Bogaty kupiec chciał zostać zapamiętany jako człowiek pobożny, lecz zwykle nie widział powodu, by po śmierci ukrywać, że za życia dobrze mu się powodziło.

Reklama

Zachowane epitafia pochodzą głównie z XVI–XVIII wieku i należą do najważniejszych części żytawskiej kolekcji sztuki. Przedstawiają pojedynczych zmarłych i całe rodziny, sceny biblijne, symbole przemijania oraz rozbudowane teksty biograficzne. Są jednocześnie dziełami sztuki, dokumentami genealogicznymi i źródłem wiedzy o obyczajach dawnych mieszkańców miasta. Pokazują ich stroje, zawody, koligacje rodzinne, religijność, ambicje oraz stosunek do śmierci.

W kościele szybko przestaje się patrzeć na epitafia jak na jednolity zbiór nagrobnych dekoracji. Każde opowiada osobną historię. Na jednych fundatorzy klęczą pokornie pod krzyżem, na innych rozbudowana oprawa niemal konkuruje z przedstawieniem religijnym. Obok nazwisk dorosłych znajdują się wizerunki dzieci, które zmarły przed rodzicami. Za złoceniami, herbami i ozdobnymi ramami kryją się więc rodzinne dramaty, których nie wygładziły nawet cztery stulecia.

Reklama

Dziedziniec z 22 domami grobowymi

Do zespołu należy również dawny cmentarz na klasztornym dziedzińcu. Od 1675 roku zamożne żytawskie rodziny budowały przy krużgankach własne kaplice i domy grobowe. Do dziś zachowały się 22 takie obiekty, zamykane kunsztownymi kutymi kratami.

Deutsche Stiftung Denkmalschutz określa cały zespół jako unikatowy w skali Europy Środkowej zabytek kultury funeralnej. Wewnątrz domów grobowych przetrwały wartościowe pomniki i elementy wyposażenia. Wraz z epitafiami w kościele tworzą one wyjątkową opowieść o żytawskich elitach i czasach, gdy bogactwo miasta opierało się na handlu, rzemiośle i rozległych posiadłościach ziemskich.

Reklama

Obiekty są stopniowo odnawiane. To proces kosztowny i czasochłonny, ponieważ konserwacji wymagają nie tylko same budowle, ale także kamienne nagrobki, inskrypcje, polichromie i metalowe kraty.

Dormitorium i ślady życia franciszkanów

Muzeum nie opowiada wyłącznie o zamożnych mieszczanach. W zachowanych wnętrzach nadal czytelny jest dawny układ klasztoru.

Szczególną wartość ma kapitularz ze sklepieniem pamiętającym czasy wspólnoty zakonnej. To tutaj franciszkanie zbierali się, aby słuchać kolejnych fragmentów reguły i rozstrzygać sprawy klasztoru. Jeszcze bardziej niezwykłe jest zachowane na pierwszym piętrze dormitorium.

Reklama

Dawny wspólny trakt sypialny ma około 37 metrów długości i ponad sześć metrów wysokości. Prowadzą z niego wejścia do niewielkich cel zakonnych, z których część zachowała bardzo oszczędne wyposażenie. Tak dobrze zachowane średniowieczne dormitoria należą dziś w Europie do rzadkości.

Właśnie w takich miejscach najlepiej widać różnicę między muzeum umieszczonym w zabytkowym budynku a muzeum, w którym budynek jest źródłem historycznym. Nie trzeba rekonstruować klasztornego korytarza ze sklejki ani drukować dekoracji na planszach. Oryginalna przestrzeń przetrwała.

Miasto od kuchni, warsztatu i dziecięcego pokoju

Stała ekspozycja dotycząca codzienności obejmuje trzynaście pomieszczeń. Pokazują one życie wiejskie, szkolnictwo, dzieciństwo, pracę tkaczy, handel, rzemiosło oraz obronę miasta. Nie są to przypadkowo zgromadzone przedmioty ustawione według zasady „wszystko stare jest ciekawe”. Sale próbują odtworzyć całe środowiska życia.

Można zajrzeć do izby typowego górnołużyckiego domu przysłupowego, zobaczyć dawną sypialnię, meble, sprzęty domowe i wyposażenie warsztatów. Żytawskie zbiory etnograficzne, obok kolekcji w Budziszynie, należą do największych na Górnych Łużycach. Szczególnie bogaty jest zespół barokowych mebli chłopskich z XVIII i XIX wieku, zdobionych charakterystycznymi motywami regionalnymi.

Ekspozycja pokazuje też, że bogactwo Żytawy nie kończyło się na murach miasta. Do rady miejskiej należały liczne wsie i rozległe tereny ciągnące się w okresie największego rozwoju od dzisiejszej Bogatyni po Ebersbach. Wiejscy tkacze produkowali płótno, które żytawscy kupcy sprzedawali na odległych rynkach. Z okolicznych lasów, kamieniołomów i gospodarstw płynęły natomiast surowce potrzebne do rozwoju miasta.

Zbrojownia godna bogatego miasta

Jedną z najbardziej imponujących części ekspozycji jest historyczna kolekcja militariów, udostępniona w obecnej formie w 2018 roku. Muzeum ocenia ją jako prawdopodobnie największy zachowany zbiór tego rodzaju na Górnych Łużycach.

Są tu setki egzemplarzy broni drzewcowej, białej i palnej, miecze, halabardy, piki, hełmy, napierśniki, rękawice pancerne oraz działa. Wśród najcenniejszych obiektów znajdują się egzemplarze z XVI wieku, w tym potężne miecze dwuręczne i broń wykonywana w znanych europejskich ośrodkach płatnerskich.

Kolekcja wywodzi się z dawnej miejskiej zbrojowni. Broń przechowywano najpierw prawdopodobnie w ratuszu, a później w miejskim arsenale mieszczącym się w dzisiejszym Salzhausie. Do końca XVIII wieku obrona miasta była obowiązkiem jego obywateli. Mężczyzn organizowano według dzielnic, a w razie zagrożenia mieli stawić się z odpowiednim uzbrojeniem.

Los żytawskiego zbioru po 1945 roku okazał się wyjątkowy. W wielu niemieckich muzeach kolekcje militarne zostały wywiezione lub rozproszone. W Żytawie broń palną pozbawiono możliwości użycia, ale zasadniczy trzon zbrojowni pozostał na miejscu. Dzięki temu nie oglądamy dziś przypadkowego zestawu zakupionego na rynku antykwarycznym, lecz autentyczny historyczny arsenał miasta.

Sztuka, fajanse, monety i osobliwości

Rozmiar zbiorów najlepiej widać w ich różnorodności. Muzeum posiada dzieła sztuki od XIV wieku do współczesności: malarstwo, rysunki, grafikę, akwarele, średniowieczną rzeźbę sakralną oraz rzemiosło artystyczne.

Szczególne miejsce zajmują żytawskie fajanse, wyroby ze szkła i cyny oraz meble regionalne. Kolekcja archeologiczna dokumentuje osadnictwo po obu stronach Gór Żytawskich. Obejmuje zabytki pradziejowe, średniowieczną i nowożytną ceramikę znajdowaną w Żytawie oraz na Oybinie.

Zbiory numizmatyczne i heraldyczne obejmują monety, medale, pieniądze zastępcze, banknoty, ordery, odznaczenia, herby i chorągwie. Są też minerały, skały i skamieniałości związane z geologią regionu.

Osobny zbiór poświęcono ikonografii krzyża. Kolekcja Wolfganga Sternlinga obejmuje dzieła powstałe od XV do XXI wieku w Europie, Ameryce Południowej i Afryce Północnej. Tak szeroki zakres tematyczny sprawia, że muzeum raz przypomina galerię sztuki, za chwilę zbrojownię, potem izbę regionalną, gabinet osobliwości, archiwum miejskie albo lapidarium.

Mała Chusta, która ma ponad cztery metry wysokości

Jednym z najcenniejszych obiektów jest Mała Żytawska Chusta Postna z 1573 roku. „Mała” pozostaje wyłącznie w porównaniu z jej znacznie większą poprzedniczką. Ma 3,4 metra szerokości i 4,15 metra wysokości.

Przedstawia ukrzyżowanego Chrystusa otoczonego symbolami Męki Pańskiej, określanymi jako Arma Christi. Powstała już po przyjęciu reformacji i była używana do zasłaniania ołtarza kościoła św. Jana. Od 2005 roku jest prezentowana w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu dawnego klasztoru.

Nie przytłacza jednak całego muzeum. Jest jednym z jego największych skarbów, lecz po jej obejrzeniu nadal pozostają całe piętra, skrzydła i epoki.

Do podziemi – dawne sądownictwo i komnata tortur

Trasa prowadzi również do klasztornych piwnic. W chłodnych, sklepionych pomieszczeniach urządzono ekspozycję poświęconą dawnemu wymiarowi sprawiedliwości. Jej najbardziej sugestywnym fragmentem jest zrekonstruowana komnata tortur.

Trzeba podkreślić jedno: nie jest to autentyczna franciszkańska katownia ani zachowana sala, w której rzeczywiście prowadzono przesłuchania. Muzeum określa ją jako późniejszą aranżację, przedstawiającą praktyki dawnego sądownictwa miejskiego. Prezentowane narzędzia i urządzenia mają pokazywać sposoby wymuszania zeznań, wykonywania kar i publicznego upokarzania skazanych.

Mimo rekonstrukcyjnego charakteru ekspozycja dobrze wykorzystuje atmosferę podziemi. Kamienne ściany, sklepienia i półmrok nie potrzebują teatralnej scenografii. Sama przestrzeń przypomina, że dawne prawo nie znało dzisiejszych standardów postępowania dowodowego, a przyznanie się do winy bywało ważniejsze od ustalenia prawdy. Władza sądu miała być odczuwalna fizycznie – i często była, niestety aż nazbyt dosłownie.

Piwnice tworzą mocny kontrapunkt dla sal poświęconych mieszczańskiemu bogactwu. Na górze ogląda się portrety, herby, kosztowne rzemiosło i reprezentacyjne meble. Pod ziemią pojawia się druga strona dawnego miasta: przestępstwo, kara, wykluczenie i strach.

Muzeum, do którego warto wejść bez pośpiechu

Kulturhistorisches Museum Franziskanerkloster jest jedną z tych placówek, które źle znoszą szybkie zwiedzanie. Klasyczna trasa z przewodnikiem trwa około 90 minut, ale samodzielne i uważne obejrzenie kompleksu może zająć znacznie więcej czasu.

Nie ma tu jednego prostego kierunku narracji. Opowieść rozchodzi się na wiele tematów: klasztorne życie, reformację, czeskich uchodźców religijnych, rozwój handlowej Żytawy, sztukę sepulkralną, miejskie cechy, obronę miasta, życie na wsi, historię dzieciństwa, archeologię i dawne sądownictwo.

Właśnie ta wielość jest największą siłą muzeum. Przepiękne wnętrza nie zostały potraktowane jak efektowna dekoracja. Kolekcje nie są dodatkiem do architektury. Jedno wyjaśnia drugie. Epitafia mówią o mieszkańcach miasta, domy grobowe o ich pozycji, zbrojownia o obowiązkach obywateli, wiejskie izby o gospodarczym zapleczu Żytawy, a klasztorne korytarze o czasach znacznie wcześniejszych niż mieszczańska potęga.

Muzeum znajduje się przy Klosterstraße 3. Jest otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00–17.00. Bilet normalny do kompleksu dawnego klasztoru i kościoła z kolekcją epitafiów kosztuje 6 euro, ulgowy 4 euro. Dzieci i młodzież do ukończenia 16. roku życia zwiedzają bezpłatnie.

To jedno z najciekawszych muzeów pogranicza polsko-czesko-niemieckiego. Nie dlatego, że posiada pojedynczy słynny eksponat, lecz dlatego, że zgromadziło ogromny, historycznie spójny świat. Trzeba tylko dać mu czas. Pół godziny wystarczy najwyżej, by zrozumieć, jak wiele zostało jeszcze do zobaczenia.

Muzeum, którego nie da się zwiedzić w pół godziny. Skarby dawnego klasztoru franciszkanów w Żytawie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo




Reklama
Najnowsze wiadomości